Chcecie wierzcie, czy nie wierzcie ale to co tu widzicie to będzie czarny kot. Serio!!! Początek już jest...
wtorek, 12 stycznia 2016
piątek, 8 stycznia 2016
Nowy czas, nowy okres w tym samym blogu, w tym samym życiu...
Za mną rok 2015. To był strasznie niedobry i ponury rok. Zafundował mi choroby i pogrzeby dwóch bliskich mi osób. Poza tym jeszcze moją chorobę. Nic więc dziwnego, że nie miałam siły i nastroju do relaksu i kreatywnego wypoczynku. Starałam się, ale bez efektów.
Ale teraz zaczął się Nowy Rok. Zaczynam go bez żadnych obciążeń.Nic nie zmienię w przeszłości. Wyciągnęłam wnioski.Odkreśliłam grubą kreską wszystko to co było. I poczekałam do dzisiejszej daty, bo to MOJE URODZINY.
Z okazji urodzin postanowiłam sobie zrobić prezent - dałam sobie zezwolenie na pozwiedzanie Waszych blogów, pooglądanie, poczytanie i po komentowanie wpisów.
Ale teraz zaczął się Nowy Rok. Zaczynam go bez żadnych obciążeń.Nic nie zmienię w przeszłości. Wyciągnęłam wnioski.Odkreśliłam grubą kreską wszystko to co było. I poczekałam do dzisiejszej daty, bo to MOJE URODZINY.
Z okazji urodzin postanowiłam sobie zrobić prezent - dałam sobie zezwolenie na pozwiedzanie Waszych blogów, pooglądanie, poczytanie i po komentowanie wpisów.
piątek, 9 stycznia 2015
No więc... I co tu napisać? ostatni post napisałam na początku września. Odgrażałam się, że zrobię Bóg wie co... a tu... ja w szpitalu, mój partner w szpitalu, ja znowu w szpitalu.... od września te pobyty w szpitalu, na zmianę moje i jego tak się skumulowały, że ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę był relaks. Ale jednak... chyba mi się trochę tego relaksu zachciało, zaczęłam tak nieśmiało podglądać co tutaj piszecie ale nie miałam odwagi ani komentować Waszych wpisów ani napisać czegokolwiek. A teraz, kiedy w przystępie desperacji poprosiłam mojego "bieżącego", żeby wyszlifował mi to nieszczęsne, nieporadnie ozdobione czajniczkiem pudełko... mam nadzieję... NIE NIC NIE BĘDĘ PISAĆ, nie chcę gadać po próżnicy...
środa, 10 września 2014
I jest już prawie gotowe
Prawie gotowe, bo zajęło mi trochę więcej czasu niż planowałam. Już jest przygotowane, ubrane we wstępną przymiarkę "dekoracji". No dobrze, po ludzku mówiąc: nieporadnie trochę wycięłam ten motyw na przygotowane wcześniej pudełko. Ma ono pecha. Nie dość, że z przygodami pomalowałam je ok. dwóch lat temu, to jeszcze teraz obrazek mi się pomarszczył bo użyłam zbyt twardego pędzla przy naklejaniu czajniczka. Jeszcze pozostało mi dokończyć boki pudełka i całość jeszcze raz pokryć lakierem. Póki co, pokazuję efekty mojej niezdarnej pracy ze spękaniami. Tylko mnie nie pocieszajcie, ja wiem, że nie ma się tu czym chwalić, ale to są "pierwsze koty za płoty".
czwartek, 4 września 2014
Podjęte decyzje i forma ich konsekwentnej realizacji
Witajcie.
Nie odzywałam się przez dwa tygodnie. Ale to nie była kolejna forma zaniku zapału twórczego. Trafiła mi się nagła okazja wyjazdu w moje ukochane góry. Kocham wszystkie góry, ale Tatry najbardziej. Warto było pojechać i odświeżyć wspomnienia. Dawno mnie tam nie było.
Gwoli wspomnienie tego pokazuję kilka zdjęć doliny, którą kiedyś odwiedzę osobiście. Po raz kolejny zakochałam się w niej. To Dolina Kacza.
Kolejne zdjęcia zamieszczę wieczorem, po obróbce, nie w moim wykonaniu tylko Janka - bliskiego znajomego.
A teraz do rzeczy, a właściwie dwóch, związanych z tym wpisem i tematem bloga w ogóle. Przez najbliższy czas miałam wystarczająco dużo możliwości, żeby zdecydować się, którą formę moich zainteresowań "wziąć na warsztat" jako pierwszą. I zdecydowałam. Wybrałam DWIE.
Jedna to dokończenie pudełka, które zaczęłam "tworzyć" na początku 2013 roku. Chodziło o decoupage z efektem spękań. Jest "popękane", ale trzeba dodać serwetkowe wykończenie.
Drugie wyzwanie jest poważniejsze i będzie trwało dłużej. Nie z powodu zaników zapału twórczego, ale z powodu...
Sprawa wygląda tak. Czternaście lat temu, nie miałam jeszcze pojęcia o istnieniu blogów, przebywałam za granicą i postanowiłam zrobić sobie sweter a potem jeszcze zrobić okrągłą serwetę, tak w ramach relaksu. Problem polegał na tym, że dostępne pomoce, tzn schematy, były w języku angielskim i hiszpańskim. Ponieważ hiszpańskiego kompletnie nie rozumiem, musiałam się zmierzyć z angielskimi określeniami typu "narzucić, dobrać, słupek, słupek podwójnie nawijany i inne. Jakoś to zmogłam. Serwetka powstała, problem pojawił się jeden, trochę już za późno. Ponieważ serwetka jest okrągła, powstawała w formie spirali więc jedno niechcący dodane oczko przy kolejnym obrocie powiększyło już szybciej nadmiar serwetki, kolejny "obrót" - jeszcze większy przyrost.Tak w formie mniej więcej ciągu geometrycznego nadmiar serwetki powiększał się. Zaczęło to być widoczne w momencie, kiedy nie chciało mi się pruć tego i jeszcze raz rozgryzać angielskich określeń do schematu. Tym bardziej, że ja tam też pracowałam i nie cierpiałam na nadmiar czasu.
Teraz, kiedy o tym myślę to dojrzewałam do decyzji, aż dojrzałam. Trzeba tą serwetkę na serio poprawić. Spruć, ponownie rozgryźć te angielskie opisy oczek do schematu i zrobić prawie od zera jeszcze raz.
I to jet to poważniejsze wyzwanie, które zamierzam podjąć i wykonać. Zresztą na Facebooku w każdy czwartek spotykają się amatorki dziergania i to będzie dodatkowa mobilizacja. Dzisiaj jest czwartek... Zobaczymy...
Nie odzywałam się przez dwa tygodnie. Ale to nie była kolejna forma zaniku zapału twórczego. Trafiła mi się nagła okazja wyjazdu w moje ukochane góry. Kocham wszystkie góry, ale Tatry najbardziej. Warto było pojechać i odświeżyć wspomnienia. Dawno mnie tam nie było.
Gwoli wspomnienie tego pokazuję kilka zdjęć doliny, którą kiedyś odwiedzę osobiście. Po raz kolejny zakochałam się w niej. To Dolina Kacza.
Kolejne zdjęcia zamieszczę wieczorem, po obróbce, nie w moim wykonaniu tylko Janka - bliskiego znajomego.
A teraz do rzeczy, a właściwie dwóch, związanych z tym wpisem i tematem bloga w ogóle. Przez najbliższy czas miałam wystarczająco dużo możliwości, żeby zdecydować się, którą formę moich zainteresowań "wziąć na warsztat" jako pierwszą. I zdecydowałam. Wybrałam DWIE.
Jedna to dokończenie pudełka, które zaczęłam "tworzyć" na początku 2013 roku. Chodziło o decoupage z efektem spękań. Jest "popękane", ale trzeba dodać serwetkowe wykończenie.
Drugie wyzwanie jest poważniejsze i będzie trwało dłużej. Nie z powodu zaników zapału twórczego, ale z powodu...
Sprawa wygląda tak. Czternaście lat temu, nie miałam jeszcze pojęcia o istnieniu blogów, przebywałam za granicą i postanowiłam zrobić sobie sweter a potem jeszcze zrobić okrągłą serwetę, tak w ramach relaksu. Problem polegał na tym, że dostępne pomoce, tzn schematy, były w języku angielskim i hiszpańskim. Ponieważ hiszpańskiego kompletnie nie rozumiem, musiałam się zmierzyć z angielskimi określeniami typu "narzucić, dobrać, słupek, słupek podwójnie nawijany i inne. Jakoś to zmogłam. Serwetka powstała, problem pojawił się jeden, trochę już za późno. Ponieważ serwetka jest okrągła, powstawała w formie spirali więc jedno niechcący dodane oczko przy kolejnym obrocie powiększyło już szybciej nadmiar serwetki, kolejny "obrót" - jeszcze większy przyrost.Tak w formie mniej więcej ciągu geometrycznego nadmiar serwetki powiększał się. Zaczęło to być widoczne w momencie, kiedy nie chciało mi się pruć tego i jeszcze raz rozgryzać angielskich określeń do schematu. Tym bardziej, że ja tam też pracowałam i nie cierpiałam na nadmiar czasu.
Teraz, kiedy o tym myślę to dojrzewałam do decyzji, aż dojrzałam. Trzeba tą serwetkę na serio poprawić. Spruć, ponownie rozgryźć te angielskie opisy oczek do schematu i zrobić prawie od zera jeszcze raz.
I to jet to poważniejsze wyzwanie, które zamierzam podjąć i wykonać. Zresztą na Facebooku w każdy czwartek spotykają się amatorki dziergania i to będzie dodatkowa mobilizacja. Dzisiaj jest czwartek... Zobaczymy...
czwartek, 21 sierpnia 2014
Powrót z pierwszej cząści podróży po krainie marzeń
Znowu powrót z podróży po blogach.
Znowu mieszanka w głowie "co chcę TERAZ zrobić". Wiem, że wiele z tych rzeczy umiem robić, znam techniki które znam od dziecka, np. druty, szydełko, haft (krzyżyki i taki "prosty"). Są też takie, których nauczyłam się kilka lat temu, decoupage, biżuteria. Efekty są lepsze i gorsze. Niektóre "pod pasowały" mi bardziej, inne mniej. Nijak nie jestem w stanie zrozumieć scrapbookingu. Nawet już nie próbuję zrozumieć. No cóż nie można umieć i robić wszystkiego (patrz przysłowie o tych wronach i ich ogonach). Jest jeszcze jedno, bardzo szybko zapalam się do czegoś i bardzo szybko ten słomiany zapał gaśnie. Pamiętam czas, kiedy podczas studiów robiłam jeden sweter na tydzień. Były mojego pomysłu. Chodziłam w nich, podobały się moim znajomym a jeden wywoływał wręcz zachwyt mojej pani profesor studiach (szczerze ogłaszany w pokoju wykładowców). Ostatnie takie wyskoki umiejętności miałam jeszcze podczas dłuższego pobytu poza krajem, gdzie dla relaksu po powrocie z pracy robiłam sweter i serwetę, jednocześnie. A teraz? Wiem, że jestem w stanie nauczyć się wielu rzeczy. Tak bywało często, niech przykładem będzie to przykład ekonomistki, która w ciągu dwóch tygodni nauczył/a się pracy w zawodzie geodety, nauczyła się pracy wykładowcy obsługi komputerów. Jest tylko jeden warunek: MUSZĘ MUSIEĆ I MUSI MI SIĘ CHCIEĆ. Dosyć tej megalomanii bo nie po to tu się pojawiam (i podobno nie po to, żeby się wstydzić). Mam chyba zaniżone poczucie własnej wartości. Ale teraz kończę tęż z krygowaniem się.
Jakiś tydzień czy dwa temu pojawiłam się w domu kultury, trzy kroki ode mnie (nawet nie wiedziałam, że taki tam jest). Zaczęłam się pojawiać na nowych zajęciach związanych z pracą w koralikach. Pod koniec zajęć robiłyśmy fotki swoich dokonań. Mojego dokonania chyba tam nawet nie widać. Ale jest. słowo. Pech chciał, że to były ostatnie zajęcia przed urlopem instruktorki. Następne będą dopiero na początku września. Mam nadzieję, że nie przejdzie mi zapał do koralików. W międzyczasie, po powrocie do domu (jutro) zacznę robić... tylko MUSZĘ wymyślić co.... Mam dużo kordonka, dużo serwetek do decoupage wraz z jednym modelem do oklejenia serwetkami, trochę wełny, trochę koralików do "wyplatania" nowej twórczości, trochę 'koralików do robienia biżuterii. Do jutra a właściwie jeszcze dzisiaj wymyślę wersję na co mam ochotę i co MUSZĘ zrobić.
Uff, teraz wracam na wasze blogi pozazdrościć Wam i pozachwycać się taką fajną twórczością.....
środa, 20 sierpnia 2014
Witam (w środku nocy)
Pochodziłam sobie po Waszych blogach. Tyle na nich cudeniek, aż nie wiadomo co tu komentować. Właśnie za dwie minuty będzie północ. Więc teraz idę spać, a jutro pojawię się tu na długo, bo mam dużo wolnego czasu.
Pa, pa...
Pa, pa...
piątek, 28 marca 2014
No i obciach pierwsza klasa. Ale tym razem jak najbardziej uzasadniony. Jakis czas temu pisałam o złych wieściach, o których nawet bałam się pomyśleć. Niestety okazały się prawdą. Mój partner ma raka. Uwierzcie mi, że w tej sytuacji, najważniejsze okazały się wizyty i odwiedziny w szpitalu, wizyty również moje, u psychologa. Naprawdę pisanie czegokolwiek na blogu nie było dla mnie najważniejszą sprawą.
Teraz, kiedy już się trochę oswoiłam z sytuacją, nie mam na nią zbyt wielkiego wpływu, poza wsparciem oczywiście,
Postanowiłam pochwalić się prezentem wygranym w candy u Danusi. Dotarł do mnie już dawno, ale teraz dopiero miałam siłę o nim napisać. Jest zrobiony "na życzenie". Cudo, same popatrzcie.
Ja tak bardzo lubię decoupage, ale do popełnienia takiego cuda to mi jeszcze daleko. baardzo ale to bardzo dziekuję Ci Danusiu za takie pyszne cukierasy. Pycha!!!
Teraz, kiedy już się trochę oswoiłam z sytuacją, nie mam na nią zbyt wielkiego wpływu, poza wsparciem oczywiście,
Postanowiłam pochwalić się prezentem wygranym w candy u Danusi. Dotarł do mnie już dawno, ale teraz dopiero miałam siłę o nim napisać. Jest zrobiony "na życzenie". Cudo, same popatrzcie.
Ja tak bardzo lubię decoupage, ale do popełnienia takiego cuda to mi jeszcze daleko. baardzo ale to bardzo dziekuję Ci Danusiu za takie pyszne cukierasy. Pycha!!!
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Z lekkim opóźnieniem... doniesienie o....
Wybaczcie, że informuję Was dopiero teraz, ale to opóźnienie wynika ze świątecznego zamieszania....
W środę i w czwartek przywędrowały do mnie paczuszki z wygranymi w candy.
Pierwsza z nich to wygrana u Sandrynki poszewka na poduszkę. Na zdjęciu możecie ją zobaczyć założoną na poduszkę, która na nią czekała.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
Druga wygrana to torba wygrana w Long Red Thread. Okazało się, że torba spodobała się nie tylko mnie. Moim koleżankom też. Ale miałam farta, że ją wygrałam!!!
Dziekuję za to candy!!!
Póki co, znalazłam chwilkę, żeby dłużej już się nie opóźniać z informacją o wygranych i pochwalić się nimi. Ale teraz jest już niedziela, a właściwie poniedziałek. Godzina 01:55.
Idziemy z psem na spacer i spać.
W środę i w czwartek przywędrowały do mnie paczuszki z wygranymi w candy.
Pierwsza z nich to wygrana u Sandrynki poszewka na poduszkę. Na zdjęciu możecie ją zobaczyć założoną na poduszkę, która na nią czekała.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
Druga wygrana to torba wygrana w Long Red Thread. Okazało się, że torba spodobała się nie tylko mnie. Moim koleżankom też. Ale miałam farta, że ją wygrałam!!!
Dziekuję za to candy!!!
Póki co, znalazłam chwilkę, żeby dłużej już się nie opóźniać z informacją o wygranych i pochwalić się nimi. Ale teraz jest już niedziela, a właściwie poniedziałek. Godzina 01:55.
Idziemy z psem na spacer i spać.
niedziela, 1 grudnia 2013
Pierwsza praca po dlugiej przerwie...
Czas najwyższy pokazać coś, co po długim okresie bezczynności "wyprodukowałam". Nie jest to może efekt Bóg wie jakich umiejętności, ale dla mnie, jak na pierwszy raz po długiej przerwie - może być.
W najbliższym czasie planuję powrócić do działania na polu decoupage'u a także innych działań, które umiałam ale chyba zapomniałam. No cóż, trening czyni mistrza.
Dam radę. Na pewno!!!
W najbliższym czasie planuję powrócić do działania na polu decoupage'u a także innych działań, które umiałam ale chyba zapomniałam. No cóż, trening czyni mistrza.
Dam radę. Na pewno!!!
niedziela, 3 listopada 2013
Mam pomysł !!!!....(a nawet dwa)
- Może nie jest to jakiś rewelacyjny pomysł, ale może on mi pomoże robić COŚ. Z powodu moich problemów finansowych, mam ograniczone możliwości zaopatrywania się w materiały do robótek. Ale pogrzebałam w swoich pozostałościach prac, między innymi w tych niedokończonych.... No i znalazły się jakieś tam "cosia". Albo kanwa, albo jakieś muliny, albo serwetki do decoupage, albo zbieranina koralików. Coś się wymyśli.... Musze coś zacząć.
- Po prostu będę uczestniczyć w różnych candies. Celem w mniejszym stopniu będzie wygrana, ale przy okazji ktoś sprawdzając czy rzeczywiście na moim blogu znalazł się link do jego bloga, może rzuci okiem na wpisy... Może się uda..
piątek, 1 listopada 2013
kolejny post po powrocie....
Tak jak pisałam, teraz chodzenie po blogach może mi pomóc w odrywaniu się od głupich przemyśleń. No więc wędruję, zaglądam do Was i przymierzam się do JAKIEJŚ TAM ROBÓTKI. Próbuję "na chama" wepchnąć się z powrotem w życie społeczne bloga.
Połażę sobie i wepchnę się na jakieś cukieraski, może w ten sposób ktoś tu zajrzy... To nie bierze się z zachłanności (choć, nie ukrywam, że miło było by co tam wygrać) lecz z chęci sprowokowania kogoś do zajrzenia do mnie.
Póki co, na dzisiaj -
Pozdrawiam
Połażę sobie i wepchnę się na jakieś cukieraski, może w ten sposób ktoś tu zajrzy... To nie bierze się z zachłanności (choć, nie ukrywam, że miło było by co tam wygrać) lecz z chęci sprowokowania kogoś do zajrzenia do mnie.
Póki co, na dzisiaj -
Pozdrawiam
wtorek, 29 października 2013
Mój ostatni post to był marzec, dobrze chociaż, że jeszcze tego roku.
A teraz już tylko lista moich przestępstw i powodów do wstydu.
1. Ostatni post napisany tak dawno, ponad pół roku temu.
2. Nie spełnione warunki TSAL'a w którym wzięłam udział, ale de facto bardziej teoretycznie.
3. Nie zaglądanie do Waszych wpisów i brak jakichkolwiek komentarzy.
Jeśli o czymś zapomniałam - to nie jest zamierzone.
A co mogę dodać na swoje usprawiedliwienie? Poważne problemy w życiu. Nie pytajcie jakie, i tak nie powiem, ale jak dotąd takich jeszcze nie miałam i nie chcę o nich nawet myśleć.
I jak mogę się oderwać od tych myśli? Wejść na bloga, poszwendać się pośród Was i pobyć z kimś, tak po prostu.
Nic na razie nie robię ale w końcu zabiorę się za jakieś prace. Może to głupio zabrzmi, bo nieraz już tak mówiłam, ale obiecuję.
I na razie tyle tych smętków.
A teraz już tylko lista moich przestępstw i powodów do wstydu.
1. Ostatni post napisany tak dawno, ponad pół roku temu.
2. Nie spełnione warunki TSAL'a w którym wzięłam udział, ale de facto bardziej teoretycznie.
3. Nie zaglądanie do Waszych wpisów i brak jakichkolwiek komentarzy.
Jeśli o czymś zapomniałam - to nie jest zamierzone.
A co mogę dodać na swoje usprawiedliwienie? Poważne problemy w życiu. Nie pytajcie jakie, i tak nie powiem, ale jak dotąd takich jeszcze nie miałam i nie chcę o nich nawet myśleć.
I jak mogę się oderwać od tych myśli? Wejść na bloga, poszwendać się pośród Was i pobyć z kimś, tak po prostu.
Nic na razie nie robię ale w końcu zabiorę się za jakieś prace. Może to głupio zabrzmi, bo nieraz już tak mówiłam, ale obiecuję.
I na razie tyle tych smętków.
piątek, 1 marca 2013
No i wstyd...
Jak zwykle z opóźnieniem...
Nów księżyca dawno minął... Niedługo będzie drugi...
A ja dopiero teraz mogę przedstawić swój słoiczek blogowy...
Ale tym razem opóźnienie jest nie z mojej winy... Serio... Winny jest słoiczek... Miałam na niego kilka pomysłów, a kiedy jeden okazał się tym, który chcę zrealizować - pojawiły się trudności. Nie łżę, naprawdę.
Pisałam już, że opóźnienia w czasie, nie tylko związane ze słoiczkiem, wynikają z braku materiałów, niezbędnych składników i półproduktów. A potem, kiedy słoik był już gotowy i obfotografowany - padł mi bluetooth i szukałam kogoś kto pomógłby mi przenieść zdjęcia na komputer. No i jest...
Wiem, że już dawno jest po nowiu, więc "po zawodach", ale chcę po prostu zaprezentować kto mi tak robił wszystko "wbrew".
Na jednym ze zdjęć widać w środku... To nie jest papier toaletowy... To pozostałości moich ostatnich "twórczych działań", tzn decoupage'u.
Tak więc posypuję głowę popiołem i mówię "trudno"
Nów księżyca dawno minął... Niedługo będzie drugi...
A ja dopiero teraz mogę przedstawić swój słoiczek blogowy...
Ale tym razem opóźnienie jest nie z mojej winy... Serio... Winny jest słoiczek... Miałam na niego kilka pomysłów, a kiedy jeden okazał się tym, który chcę zrealizować - pojawiły się trudności. Nie łżę, naprawdę.
Pisałam już, że opóźnienia w czasie, nie tylko związane ze słoiczkiem, wynikają z braku materiałów, niezbędnych składników i półproduktów. A potem, kiedy słoik był już gotowy i obfotografowany - padł mi bluetooth i szukałam kogoś kto pomógłby mi przenieść zdjęcia na komputer. No i jest...
Wiem, że już dawno jest po nowiu, więc "po zawodach", ale chcę po prostu zaprezentować kto mi tak robił wszystko "wbrew".
Na jednym ze zdjęć widać w środku... To nie jest papier toaletowy... To pozostałości moich ostatnich "twórczych działań", tzn decoupage'u.
Tak więc posypuję głowę popiołem i mówię "trudno"
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Co nagle to po diable
Wczoraj (a właściwie już przedwczoraj) zamieściłam, i tak już spóźniony, pojemnik na TUSAL. Ale głupio to wyglądało: jeszcze nie ozdobiony i bez zawartości. Czym prędzej zabrałam się więc do ozdabiania go według mojej koncepcji. Niestety, okazało się, że to co sobie wymyśliłam jest praktycznie niewykonalne, przynajmniej mnie się to nie chciało udać. Nie powiem co, bo jeszcze nie będę się chwalić. Mam podobną koncepcję, ale mam nadzieję, że teraz mi się uda. Tylko, że o godzinie 00:22 nie bardzo mam siłę. Zacznę jutro, póki będę miała czas.
sobota, 19 stycznia 2013
Spóźniony TUSAL'owy
Wiem, że lekko spóźnione ale załączam naczynie na TUSAL. Jeszcze nie ozdobione, bo jednocześnie przeprosiłam się z haftowaniem i bawię się "na dwa fronty".
Póki co, zamieszczam godnie z zasadami, zdjęcie przygotowanego słoika. Obiecuję przyozdobić i pokazać we wskazanej granicy czasowej, tj. do 10.02
wtorek, 15 stycznia 2013
Kolejne potyczki ze spękaniami w decoupage
Wiem, że to już pewnie nudne, ale ja ciągle przeżywam walkę z tymi spękaniami. Jak do tej pory szło nieźle. Teraz zanosi się na pierwsze problemy. Pomalowałam ofiarę pierwszą warstwą farby. Przy użyciu pędzla. Zaczęło nawet pękać, ale pierwsze malowanie pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o ślady pędzla. Aż się boję drugi raz malować, czy to pędzlem, czy gąbką. Boję się, że kolejna warstwa farby przykryje te spękania.
Dzisiaj jest już godzina 23:30, ale może ktoś przeczyta tego posta dzisiaj. Jeśli nie to dajcie mi radę, proszę, co robić zanim zrobię coś tak, że będzie już po zawodach. z góry dziękuję i trzymam kciuki za samą siebie.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Kolejne podejście do spękań w decoupage i TUSAL 2013
Robię kolejne już, mam nadzieję że ostatnie i udane, podejście do spękań na drewnianej skrzyneczce. Bałam się tego trochę bo skrzyneczkę mam od czasów licealnych i jeśli ją zniszczę to będzie szkoda. Ale kiedyś trzeba wziąć byka za rogi.
Póki co, pomalowałam skrzyneczkę na ciemno, wyschła i jeszcze dzisiaj pomaluję ją preparatem do spękań. A jutro, kiedy wyschnie, pomaluję ją białą farbą. Mam nadzieję, że spękania w końcu wyjdą....A tutaj obraz ofiary moich desperackich eksperymentów. Jeszcze pomalowany na brązowo i pomalowany preparatem do spękań. Jutro będzie malowanie farbą. Pokażę efekt (jeśli będzie co pokazywać).
No i druga sprawa. Zapisałam się na TUSAL 2013 organizowany u Cyber Julki, o tutaj. Po raz pierwszy biorę udział w tej zabawie. Zapisałam się w ostatniej chwili, a właściwie już dwa dni po czasie, ale zostałam przyjęta. Teraz mam niewiele czasu na przygotowanie ozdobionego jakoś słoiczka.
Problem polega na tym, że póki co, nie ma mnie w domu, ale udało mi się znaleźć odpowiedni słoiczek i główkuję jak by go ozdobić przy użyciu dostępnych mi materiałów, ale bezpieczniej będzie jeśli poczekam do końca tygodnia i skorzystam z moich materiałów (mam większe możliwości ozdobienia). Póki co, mam jeszcze kilka dni na obmyślanie potencjalnych pomysłów.
sobota, 5 stycznia 2013
No i jeszcze jedno...
Jest pora na tyle późna (22:20), że dzisiaj już nie wezmę się za kolejną próbę, ale jutro spróbuję.
Co prawda nie powinnam jeszcze, bo nie zasłużyłam sobie i nic nie pojawiło się u mnie, ale właśnie dlatego, na pociechę zanurkuję w Wasze cukiereczki. Mimo wszystko należy mi się, jako zasługa za długotrwałe i uporczywe doprowadzanie do stanu używalności siebie samej.
Co prawda nie powinnam jeszcze, bo nie zasłużyłam sobie i nic nie pojawiło się u mnie, ale właśnie dlatego, na pociechę zanurkuję w Wasze cukiereczki. Mimo wszystko należy mi się, jako zasługa za długotrwałe i uporczywe doprowadzanie do stanu używalności siebie samej.
Znowu porażka...
Robiłam kolejne podejście do spękań na decoupag'u. Zdążyłam już doczytać w jakim momencie robię błąd i postanowiłam go poprawić. Miałam taki "treningowy" zestaw drewniane pudełeczko, pędzelki, farbę i preparat do spękań. Wszystko było fajnie dopóki nie otworzyłam farby, potem było już tylko gorzej. Każdy kolejny preparat dawał się zmyć coraz gorzej. Diabli wzięli pudełko, farbę, preparat do spękań i co najgorsze: pędzelki. No i jeszcze jedno - najgorsze. Nie wiem jak umyć siebie.
Ale tym razem się nie poddam. Przecież jakoś to robicie. A ja mam taką zasadę "jak to, ja tego nie zrobię? a właśnie, że zrobię." Nie wiem jeszcze jak, ale w końcu te spękania powstaną. Możliwe, że data ważności tych preparatów była już mocno nieaktualna, nie wiem bo już powyrzucałam całe te przyczyny mojej porażki.
Ale tym razem się nie poddam. Przecież jakoś to robicie. A ja mam taką zasadę "jak to, ja tego nie zrobię? a właśnie, że zrobię." Nie wiem jeszcze jak, ale w końcu te spękania powstaną. Możliwe, że data ważności tych preparatów była już mocno nieaktualna, nie wiem bo już powyrzucałam całe te przyczyny mojej porażki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













