Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decoupage. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 stycznia 2015
No więc... I co tu napisać? ostatni post napisałam na początku września. Odgrażałam się, że zrobię Bóg wie co... a tu... ja w szpitalu, mój partner w szpitalu, ja znowu w szpitalu.... od września te pobyty w szpitalu, na zmianę moje i jego tak się skumulowały, że ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę był relaks. Ale jednak... chyba mi się trochę tego relaksu zachciało, zaczęłam tak nieśmiało podglądać co tutaj piszecie ale nie miałam odwagi ani komentować Waszych wpisów ani napisać czegokolwiek. A teraz, kiedy w przystępie desperacji poprosiłam mojego "bieżącego", żeby wyszlifował mi to nieszczęsne, nieporadnie ozdobione czajniczkiem pudełko... mam nadzieję... NIE NIC NIE BĘDĘ PISAĆ, nie chcę gadać po próżnicy...
czwartek, 4 września 2014
Podjęte decyzje i forma ich konsekwentnej realizacji
Witajcie.
Nie odzywałam się przez dwa tygodnie. Ale to nie była kolejna forma zaniku zapału twórczego. Trafiła mi się nagła okazja wyjazdu w moje ukochane góry. Kocham wszystkie góry, ale Tatry najbardziej. Warto było pojechać i odświeżyć wspomnienia. Dawno mnie tam nie było.
Gwoli wspomnienie tego pokazuję kilka zdjęć doliny, którą kiedyś odwiedzę osobiście. Po raz kolejny zakochałam się w niej. To Dolina Kacza.
Kolejne zdjęcia zamieszczę wieczorem, po obróbce, nie w moim wykonaniu tylko Janka - bliskiego znajomego.
A teraz do rzeczy, a właściwie dwóch, związanych z tym wpisem i tematem bloga w ogóle. Przez najbliższy czas miałam wystarczająco dużo możliwości, żeby zdecydować się, którą formę moich zainteresowań "wziąć na warsztat" jako pierwszą. I zdecydowałam. Wybrałam DWIE.
Jedna to dokończenie pudełka, które zaczęłam "tworzyć" na początku 2013 roku. Chodziło o decoupage z efektem spękań. Jest "popękane", ale trzeba dodać serwetkowe wykończenie.
Drugie wyzwanie jest poważniejsze i będzie trwało dłużej. Nie z powodu zaników zapału twórczego, ale z powodu...
Sprawa wygląda tak. Czternaście lat temu, nie miałam jeszcze pojęcia o istnieniu blogów, przebywałam za granicą i postanowiłam zrobić sobie sweter a potem jeszcze zrobić okrągłą serwetę, tak w ramach relaksu. Problem polegał na tym, że dostępne pomoce, tzn schematy, były w języku angielskim i hiszpańskim. Ponieważ hiszpańskiego kompletnie nie rozumiem, musiałam się zmierzyć z angielskimi określeniami typu "narzucić, dobrać, słupek, słupek podwójnie nawijany i inne. Jakoś to zmogłam. Serwetka powstała, problem pojawił się jeden, trochę już za późno. Ponieważ serwetka jest okrągła, powstawała w formie spirali więc jedno niechcący dodane oczko przy kolejnym obrocie powiększyło już szybciej nadmiar serwetki, kolejny "obrót" - jeszcze większy przyrost.Tak w formie mniej więcej ciągu geometrycznego nadmiar serwetki powiększał się. Zaczęło to być widoczne w momencie, kiedy nie chciało mi się pruć tego i jeszcze raz rozgryzać angielskich określeń do schematu. Tym bardziej, że ja tam też pracowałam i nie cierpiałam na nadmiar czasu.
Teraz, kiedy o tym myślę to dojrzewałam do decyzji, aż dojrzałam. Trzeba tą serwetkę na serio poprawić. Spruć, ponownie rozgryźć te angielskie opisy oczek do schematu i zrobić prawie od zera jeszcze raz.
I to jet to poważniejsze wyzwanie, które zamierzam podjąć i wykonać. Zresztą na Facebooku w każdy czwartek spotykają się amatorki dziergania i to będzie dodatkowa mobilizacja. Dzisiaj jest czwartek... Zobaczymy...
Nie odzywałam się przez dwa tygodnie. Ale to nie była kolejna forma zaniku zapału twórczego. Trafiła mi się nagła okazja wyjazdu w moje ukochane góry. Kocham wszystkie góry, ale Tatry najbardziej. Warto było pojechać i odświeżyć wspomnienia. Dawno mnie tam nie było.
Gwoli wspomnienie tego pokazuję kilka zdjęć doliny, którą kiedyś odwiedzę osobiście. Po raz kolejny zakochałam się w niej. To Dolina Kacza.
Kolejne zdjęcia zamieszczę wieczorem, po obróbce, nie w moim wykonaniu tylko Janka - bliskiego znajomego.
A teraz do rzeczy, a właściwie dwóch, związanych z tym wpisem i tematem bloga w ogóle. Przez najbliższy czas miałam wystarczająco dużo możliwości, żeby zdecydować się, którą formę moich zainteresowań "wziąć na warsztat" jako pierwszą. I zdecydowałam. Wybrałam DWIE.
Jedna to dokończenie pudełka, które zaczęłam "tworzyć" na początku 2013 roku. Chodziło o decoupage z efektem spękań. Jest "popękane", ale trzeba dodać serwetkowe wykończenie.
Drugie wyzwanie jest poważniejsze i będzie trwało dłużej. Nie z powodu zaników zapału twórczego, ale z powodu...
Sprawa wygląda tak. Czternaście lat temu, nie miałam jeszcze pojęcia o istnieniu blogów, przebywałam za granicą i postanowiłam zrobić sobie sweter a potem jeszcze zrobić okrągłą serwetę, tak w ramach relaksu. Problem polegał na tym, że dostępne pomoce, tzn schematy, były w języku angielskim i hiszpańskim. Ponieważ hiszpańskiego kompletnie nie rozumiem, musiałam się zmierzyć z angielskimi określeniami typu "narzucić, dobrać, słupek, słupek podwójnie nawijany i inne. Jakoś to zmogłam. Serwetka powstała, problem pojawił się jeden, trochę już za późno. Ponieważ serwetka jest okrągła, powstawała w formie spirali więc jedno niechcący dodane oczko przy kolejnym obrocie powiększyło już szybciej nadmiar serwetki, kolejny "obrót" - jeszcze większy przyrost.Tak w formie mniej więcej ciągu geometrycznego nadmiar serwetki powiększał się. Zaczęło to być widoczne w momencie, kiedy nie chciało mi się pruć tego i jeszcze raz rozgryzać angielskich określeń do schematu. Tym bardziej, że ja tam też pracowałam i nie cierpiałam na nadmiar czasu.
Teraz, kiedy o tym myślę to dojrzewałam do decyzji, aż dojrzałam. Trzeba tą serwetkę na serio poprawić. Spruć, ponownie rozgryźć te angielskie opisy oczek do schematu i zrobić prawie od zera jeszcze raz.
I to jet to poważniejsze wyzwanie, które zamierzam podjąć i wykonać. Zresztą na Facebooku w każdy czwartek spotykają się amatorki dziergania i to będzie dodatkowa mobilizacja. Dzisiaj jest czwartek... Zobaczymy...
piątek, 28 marca 2014
No i obciach pierwsza klasa. Ale tym razem jak najbardziej uzasadniony. Jakis czas temu pisałam o złych wieściach, o których nawet bałam się pomyśleć. Niestety okazały się prawdą. Mój partner ma raka. Uwierzcie mi, że w tej sytuacji, najważniejsze okazały się wizyty i odwiedziny w szpitalu, wizyty również moje, u psychologa. Naprawdę pisanie czegokolwiek na blogu nie było dla mnie najważniejszą sprawą.
Teraz, kiedy już się trochę oswoiłam z sytuacją, nie mam na nią zbyt wielkiego wpływu, poza wsparciem oczywiście,
Postanowiłam pochwalić się prezentem wygranym w candy u Danusi. Dotarł do mnie już dawno, ale teraz dopiero miałam siłę o nim napisać. Jest zrobiony "na życzenie". Cudo, same popatrzcie.
Ja tak bardzo lubię decoupage, ale do popełnienia takiego cuda to mi jeszcze daleko. baardzo ale to bardzo dziekuję Ci Danusiu za takie pyszne cukierasy. Pycha!!!
Teraz, kiedy już się trochę oswoiłam z sytuacją, nie mam na nią zbyt wielkiego wpływu, poza wsparciem oczywiście,
Postanowiłam pochwalić się prezentem wygranym w candy u Danusi. Dotarł do mnie już dawno, ale teraz dopiero miałam siłę o nim napisać. Jest zrobiony "na życzenie". Cudo, same popatrzcie.
Ja tak bardzo lubię decoupage, ale do popełnienia takiego cuda to mi jeszcze daleko. baardzo ale to bardzo dziekuję Ci Danusiu za takie pyszne cukierasy. Pycha!!!
niedziela, 1 grudnia 2013
Pierwsza praca po dlugiej przerwie...
Czas najwyższy pokazać coś, co po długim okresie bezczynności "wyprodukowałam". Nie jest to może efekt Bóg wie jakich umiejętności, ale dla mnie, jak na pierwszy raz po długiej przerwie - może być.
W najbliższym czasie planuję powrócić do działania na polu decoupage'u a także innych działań, które umiałam ale chyba zapomniałam. No cóż, trening czyni mistrza.
Dam radę. Na pewno!!!
W najbliższym czasie planuję powrócić do działania na polu decoupage'u a także innych działań, które umiałam ale chyba zapomniałam. No cóż, trening czyni mistrza.
Dam radę. Na pewno!!!
wtorek, 15 stycznia 2013
Kolejne potyczki ze spękaniami w decoupage
Wiem, że to już pewnie nudne, ale ja ciągle przeżywam walkę z tymi spękaniami. Jak do tej pory szło nieźle. Teraz zanosi się na pierwsze problemy. Pomalowałam ofiarę pierwszą warstwą farby. Przy użyciu pędzla. Zaczęło nawet pękać, ale pierwsze malowanie pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o ślady pędzla. Aż się boję drugi raz malować, czy to pędzlem, czy gąbką. Boję się, że kolejna warstwa farby przykryje te spękania.
Dzisiaj jest już godzina 23:30, ale może ktoś przeczyta tego posta dzisiaj. Jeśli nie to dajcie mi radę, proszę, co robić zanim zrobię coś tak, że będzie już po zawodach. z góry dziękuję i trzymam kciuki za samą siebie.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Kolejne podejście do spękań w decoupage i TUSAL 2013
Robię kolejne już, mam nadzieję że ostatnie i udane, podejście do spękań na drewnianej skrzyneczce. Bałam się tego trochę bo skrzyneczkę mam od czasów licealnych i jeśli ją zniszczę to będzie szkoda. Ale kiedyś trzeba wziąć byka za rogi.
Póki co, pomalowałam skrzyneczkę na ciemno, wyschła i jeszcze dzisiaj pomaluję ją preparatem do spękań. A jutro, kiedy wyschnie, pomaluję ją białą farbą. Mam nadzieję, że spękania w końcu wyjdą....A tutaj obraz ofiary moich desperackich eksperymentów. Jeszcze pomalowany na brązowo i pomalowany preparatem do spękań. Jutro będzie malowanie farbą. Pokażę efekt (jeśli będzie co pokazywać).
No i druga sprawa. Zapisałam się na TUSAL 2013 organizowany u Cyber Julki, o tutaj. Po raz pierwszy biorę udział w tej zabawie. Zapisałam się w ostatniej chwili, a właściwie już dwa dni po czasie, ale zostałam przyjęta. Teraz mam niewiele czasu na przygotowanie ozdobionego jakoś słoiczka.
Problem polega na tym, że póki co, nie ma mnie w domu, ale udało mi się znaleźć odpowiedni słoiczek i główkuję jak by go ozdobić przy użyciu dostępnych mi materiałów, ale bezpieczniej będzie jeśli poczekam do końca tygodnia i skorzystam z moich materiałów (mam większe możliwości ozdobienia). Póki co, mam jeszcze kilka dni na obmyślanie potencjalnych pomysłów.
wtorek, 3 stycznia 2012
Druga część posta - sromotna porażka
O ile w pierwszej części posta nie było tak źle, to w drugiej... Ręce mi opadły. W żaden sensowny sposób nie mogę zmusić decoupage'u, żeby popękał. Spróbuję może zaatakować szkło (butelkę) bo drewno odmawia jakiejkolwiek współpracy. Ani preparat najpierw i farba potem. Ani na odwrót. Ani pędzlem, ani gąbką. Kończy się zawsze na tradycyjnym (w moim przypadku) wykonaniu.
niedziela, 23 października 2011
ooops... porażka
Zbierałam sie i zbierałam do zrobienia pierwszego samodzielnego decoupage ze spękaniami.
Samodzielnego, bo popekaną butelkę decoupage zrobiłam podczas mojego pierwszego zetknięcia się z tym rodzajem zabawy. Ale to był kurs i dostałyśmy butelki po winie, z pozoru czyste, z brązowego szkła. Później dopiero dowiedziałam się, ze były "przygotowane" tzn pomalowane preparatem do spękań. No i wyszła "popękana" butelka. Ale to było robione z pomocą instruktorki.
A teraz nosiłam się i nosiłam, kupiłam sobie takie nieduże drewniane pudełeczko do celów treningowych. Później po dalszym mobilizowaniu się kupiłam sobie preparat do spękań. Farbę i serwetki miałam. Próbę rozpoczęłam od najmniejszej, tylnej ścianki pudełka.
No i tu pojawił się pierwszy problem. Czy preparat nakładać gąbką czy pędzelkiem? Czy grubą warstwą, czy cienką? No a potem farba.. Wiem, ze nie może być nakładana grubą warstwą bo przykryje spękania, ale czy gąbką, czy pędzelkiem?
No a na końcu, kiedy nałożyłam już preparat i on wysechł okazało się, że farba mi zaschła w puszce!!!!! Próbowałam ją rozcieńczyć, ale chlapnęło mi się "odrobinę" za dużo wody.... Kompletna katastrofa!!!!
Teraz drugie podejście zrobię dopiero kiedy będę miała nową farbę. Ale nie poddaje się. W kolejce na pomalowanie czeka już kilka kolejnych "ofiar" mojej pasji.
Samodzielnego, bo popekaną butelkę decoupage zrobiłam podczas mojego pierwszego zetknięcia się z tym rodzajem zabawy. Ale to był kurs i dostałyśmy butelki po winie, z pozoru czyste, z brązowego szkła. Później dopiero dowiedziałam się, ze były "przygotowane" tzn pomalowane preparatem do spękań. No i wyszła "popękana" butelka. Ale to było robione z pomocą instruktorki.
A teraz nosiłam się i nosiłam, kupiłam sobie takie nieduże drewniane pudełeczko do celów treningowych. Później po dalszym mobilizowaniu się kupiłam sobie preparat do spękań. Farbę i serwetki miałam. Próbę rozpoczęłam od najmniejszej, tylnej ścianki pudełka.
No i tu pojawił się pierwszy problem. Czy preparat nakładać gąbką czy pędzelkiem? Czy grubą warstwą, czy cienką? No a potem farba.. Wiem, ze nie może być nakładana grubą warstwą bo przykryje spękania, ale czy gąbką, czy pędzelkiem?
No a na końcu, kiedy nałożyłam już preparat i on wysechł okazało się, że farba mi zaschła w puszce!!!!! Próbowałam ją rozcieńczyć, ale chlapnęło mi się "odrobinę" za dużo wody.... Kompletna katastrofa!!!!
Teraz drugie podejście zrobię dopiero kiedy będę miała nową farbę. Ale nie poddaje się. W kolejce na pomalowanie czeka już kilka kolejnych "ofiar" mojej pasji.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Chyba zadowolona żaba
Na początek trzeba ocenić. Wydaje mi się, że jest zadowolona. Zresztą same popatrzcie.
Zadowolona bo ma już swój domek doprowadzony po ludzku (a raczej po żabiemu) do naturalnych warunków jej życia.
Może być?
Zadowolona bo ma już swój domek doprowadzony po ludzku (a raczej po żabiemu) do naturalnych warunków jej życia.
Może być?
niedziela, 19 czerwca 2011
A jednak moje na wierzchu... podoba mi się...
Kojarzycie może takie białe pojemniczki sprzedawane w IKEA? W katalogu widziałam propozycję ich przeznaczenie jako doniczki, pojemniki na sztućce, na długopisy itp.
Mam dwa takie. Mają fajny kształt, ale ostatnio weszłam w niebezpieczny okres eksperymentowania ze wszystkim co ewentualnie można poddać decoupage. Znajomi odradzali mi atak na te pojemniki "bo szkliwione", "bo białe znaczy eleganckie" i takie tam..
A mnie właśnie ta biel korciła. Fajny kształt i tyle miejsca na zabawę się marnuje. Zaryzykowałam. Nie wiedziałam co z tego wyjdzie więc na pierwszy ogień poszedł mniejszy pojemniczek. A efekt jest taki:
Mam dwa takie. Mają fajny kształt, ale ostatnio weszłam w niebezpieczny okres eksperymentowania ze wszystkim co ewentualnie można poddać decoupage. Znajomi odradzali mi atak na te pojemniki "bo szkliwione", "bo białe znaczy eleganckie" i takie tam..
A mnie właśnie ta biel korciła. Fajny kształt i tyle miejsca na zabawę się marnuje. Zaryzykowałam. Nie wiedziałam co z tego wyjdzie więc na pierwszy ogień poszedł mniejszy pojemniczek. A efekt jest taki:
wtorek, 15 marca 2011
poniedziałek, 24 stycznia 2011
No i w końcu
Udało mi się sfinalizować moje decoupage. W moim dorobku jest ich niewiele. Jak pisałam w poprzednim poście, nie mogłam wczoraj pokazać mojego tworu bo sechł. Potem trzeba było iść spać - bo dzisiaj do pracy. I, paradoksalnie, w pracy znalazła się chwilka na umieszczenie butelki na blogu. No więc jest.
Wiem, że jeszcze pozostawia wiele do życzenia.
Mam na pewno problem z powierzchnią. Kiedy nie chcę robić "spękanej" powierzchni tylko od razu pokrywam ję farbą - powierzchnia robi się taka chropowata. Wiem skąd to się bierze, używam do malowania gąbki. Tak mnie uczono na kursie decoupage'u. A gąbka ma taką fakturę.
Powiedzcie gdzie robię błąd.
Wiem, że jeszcze pozostawia wiele do życzenia.
Mam na pewno problem z powierzchnią. Kiedy nie chcę robić "spękanej" powierzchni tylko od razu pokrywam ję farbą - powierzchnia robi się taka chropowata. Wiem skąd to się bierze, używam do malowania gąbki. Tak mnie uczono na kursie decoupage'u. A gąbka ma taką fakturę.
Powiedzcie gdzie robię błąd.
czwartek, 2 grudnia 2010
A może by tak spróbować zaczepić o decoupage
Decoupage to taka delikatna sztuka. A efekty są takie piękne... Akurat ta forma hobby była mi całkiem obca. Aż w końcu trafiła się okazja i zaczęłam próbować. Pierwsze koty za płoty. A teraz sobie tak siedzę i myślę, że w te przysłowiowe "zimowe wieczory" można by poświęcić wiećej czasu takim hobby jak decoupage, druty, szydełko. To akurat lepiej umiem...
No i łapię wszystkie sroki za ogony...
No i łapię wszystkie sroki za ogony...
Subskrybuj:
Posty (Atom)













