Robiłam kolejne podejście do spękań na decoupag'u. Zdążyłam już doczytać w jakim momencie robię błąd i postanowiłam go poprawić. Miałam taki "treningowy" zestaw drewniane pudełeczko, pędzelki, farbę i preparat do spękań. Wszystko było fajnie dopóki nie otworzyłam farby, potem było już tylko gorzej. Każdy kolejny preparat dawał się zmyć coraz gorzej. Diabli wzięli pudełko, farbę, preparat do spękań i co najgorsze: pędzelki. No i jeszcze jedno - najgorsze. Nie wiem jak umyć siebie.
Ale tym razem się nie poddam. Przecież jakoś to robicie. A ja mam taką zasadę "jak to, ja tego nie zrobię? a właśnie, że zrobię." Nie wiem jeszcze jak, ale w końcu te spękania powstaną. Możliwe, że data ważności tych preparatów była już mocno nieaktualna, nie wiem bo już powyrzucałam całe te przyczyny mojej porażki.