niedziela, 28 sierpnia 2011

Ostatniego posta ciąg dalszy

Wróciłam, właśnie dzisiaj.
Pies Rodziców jest szczęśliwy bo wrócił ukochany Pan, a ja mogłam sobie przypomnieć jak wygląda mój dom. Kwiatki nie wytrzymały rozłąki ze mną mimo, że wpadałam je podlać.Deszcz też robił swoje. No cóż...

A wracając do poprzedniego posta... Chcę się zrehabilitować w formie rozdawajki. Ale:
1.takiej "jawnej" gdzie każdy będzie wiedział o co gra
2. Uczciwie mówię, że konkretne zdjęcie zamieszczę po powrocie z urlopu - tym razem mojego. Zasłużyłam sobie w końcu i ja. Jutro wyjeżdżam i wracam w przyszłą niedzielę.

A dzisiaj jeszcze, póki mam chwilkę do wyjazdu, pospaceruję sobie po waszych blogach. Dawno mnie tu nie było.

A więc "lato, lato, lato czeka..." - bo jeszcze jest lato, wiecie? ;-)




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Chyba należałoby się zrehabilitować

Za to przydługie milczenie.Ale... Siedzę sobie w domku u moich Rodzdziców. I opiekuję się psem. W końcu oni też mają prawo do wypoczynku. A ja póki co jestem owiązana. Nawet psu jest smutno, bo gdzieś zniknął ukochany Pan.
Moje zabawki, farbki, serwetki, koraliki zostały w moim domku. I czekamy, obie - ja i Tuśka - na powrót Rodziców z urlopu.
Wiem, wiem, złej baletnicy to nawet rąbek u spódnicy...

A jak zamierzam się zrehabilitować? Powiem trochę później. Po powrocie z pracy do domu.

niedziela, 31 lipca 2011

Dwa postanowienia

... póki co - nie wiążące... Nadmiar ostrożności, ale nie chcę z siebie zrobić durnia jeżeli nie zrobię tego od razu.

Po pierwsze. Mam w domu kilka takich rzeczy, które stawią doskonałą bazę do decoupage. Ale dobrze byłoby w końcu odważyć się i zabrać za decoupage ze spękaniami. Tylko nie chciałabym zdemolować takich ładnych pudełeczek i butelki.
Widziałam w empiku taki preparat do spękań (mam nadzieję, że to o taki chodzi). Wiem, że artykuły hobbystyczne w empiku nie zawsze są najtańsze, ale muszę go mieć, żeby zrobić te spękania.
Czy możecie mi podpowiedzieć, czy dobrze myślę, ze pokrywa się tym preparatem pudełko albo butelkę? Potem, kiedy wyschnie maluje się przy użyciu gąbki farbą. Potem wzór umieszcza się w tradycyjny sposób na pudełku albo butelce. I potem lakieruje?

Po drugie. Miałam gdzieś kanwę do haftowania, schemat kota (oczywiście czarnego) i komplet dobranych mulin. Zaczęłam kota haftować. potem tak się potoczyły życiowe wydarzenia, że przez bardzo długi czas nie miałam czasu ani na haftowanie ani na żadne inne rozrywki.


Niedawno zapragnęłam mieć znowu z tym kotem do czynienia (trudno tu mówić o dokończeniu bo do końca było jeszcze daaaaleko). I tu przeżyłam szok, kot zniknął. Zostawił po sobie napoczęty haft. A schemat, a muliny? trochę mnie to zezłościło. nie zajmuję się co prawda haftem krzyżykowym intensywnie, ale teraz - z samej złości pokażę kto tu rządzi. Dorwę go i wyhaftuję. I pokażę na blogu.
A teraz lecę szukać tej małpy dopóki mnie nie opuściła determinacja.

Na koniec jeszcze jedno.. Dopiero teraz (rychło w czas) zdałam sobie sprawę, jak jestem nie wychowana. Wygrałam candy u Rhodiany. Poinformowałam Ją oczywiście o tym jak bardzo się cieszę i że dostałam przesyłkę. Umieściłam też banerek o candy na pasku bocznym w części "wygrane".
Nie napisałam natomiast posta z dodatkowymi zdjęciami, ponieważ zawsze korzystałam z pomocy w obróbce zrobionych przeze mnie zdjęć. Później ta "fachowa pomoc", nie dość, że się już zbuntowała podczas losowania u mnie, to jeszcze zaczęła kaprysić przy pomocy ze zdjęciami. Zdjęcia zrobiłam, ale nie bardzo potrafiłam je obrobić tak, żeby nadawały sie do publikacji. Teraz w przystępie wstydu i "bicia się w piersi" umieszczę zdjęcie obrobione na tyle na ile mi się udało.

Zdjęć muszę się nauczyć obrabiać sama.
Jest tylko jeden problem. W paczuszce przyszły też kawki, które bardzo lubię i pyszne słodycze. Ale... już ich nie ma - zjadłam i wypiłam :-(

poniedziałek, 18 lipca 2011

Chyba zadowolona żaba

Na początek trzeba ocenić. Wydaje mi się, że jest zadowolona. Zresztą same popatrzcie.

Zadowolona bo ma już swój domek doprowadzony po ludzku (a raczej po żabiemu) do naturalnych warunków jej życia.



Może być?

niedziela, 10 lipca 2011

Doczekała się....

kto się doczekał? Żaba! Nareszcie są jakieś szuwary. Teraz już jej pojemniczek powinien być zrobiony. Nie ma żadnych pretekstów, żeby odłożyć "budowę domku" na później