wtorek, 21 czerwca 2011

"Pocieszaczki"

Nie pytajcie mnie skąd ta nazwa. Chyba z książki, gdzie wpadłam przypadkowo na ten pomysł. W każdym razie pocieszaczki to takie coś do chrupania podczas spotkań, patrzenia na telewizję itp. Są bardzo tanie i łatwo w robocie.
Podaję przepis (szumnie nazwany przepisem). Mieszamy mąkę z mlekiem, jogurtem, kefirem lub co kto lubi. W ostateczności może być woda. mieszamy i doprowadzamy do powstania ciasta o konsystencji, wedle uznania. Zaraz powiem dlaczego taka dowolność konsystencji. Możemy, ale nie musimy, dodać ubite białko (bez żółtka), wtedy pocieszaczki będą bardziej puchate. Jeśli chcemy, żeby miały taki wyrafinowany smaczek, możemy dodać trochę piwa, wina albo nawet wódki.


No i teraz powrót do kwestii konsystencji. Ciasto będzie smażone na patelni, na tłuszczu. odradzam zbyt głęboki tłuszcz bo nabierają "tłustego" smaku. Ja nakładam ciasto łyżką (żeby wyszły takie nieduże "chipsy". jeśli konsystencja jest bardziej płynna - pocieszaczki robią się większe, "rozpłynięte", ale cieńsze.
Potem tylko trzeba je przełożyć na ręcznik papierowy do odcieknięcia z tłuszczu i już. Więcej tu napisałam niż zajmują pracy.

niedziela, 19 czerwca 2011

A jednak moje na wierzchu... podoba mi się...

Kojarzycie może takie białe pojemniczki sprzedawane w IKEA? W katalogu widziałam propozycję ich przeznaczenie jako doniczki, pojemniki na sztućce, na długopisy itp.
Mam dwa takie. Mają fajny kształt, ale ostatnio weszłam w niebezpieczny okres eksperymentowania ze wszystkim co ewentualnie można poddać decoupage. Znajomi odradzali mi atak na te pojemniki "bo szkliwione", "bo białe znaczy eleganckie" i takie tam..
A mnie właśnie ta biel korciła. Fajny kształt i tyle miejsca na zabawę się marnuje. Zaryzykowałam. Nie wiedziałam co z tego wyjdzie więc na pierwszy ogień poszedł mniejszy pojemniczek. A efekt jest taki:

poniedziałek, 2 maja 2011

Pierwsze candy

No i nie zdążyłam. Już jest po północy. Chciałam informacje o moim pierwszym candy wstawić jeszcze 1 maja. A przyczyna, że chcę przeprowadzić candy jest właściwie prosta.
Przeważnie robicie candy z jakiejś okazji. Ja właśnie, zupełnie przypadkowo, zauważyłam okazję. 30 kwietnia miałam imieniny. Następne potencjalne okazje to Dzień Matki, ale dzieci nie mam, Dzień Dziecka - już nie jestem dzieckiem, a potem dopiero Boże Narodzenie. Urodziny miałam niedawno, wiosna już przyszła, Wielkanoc dopiero minęła. Ostatni dzwonek na pierwsze candy.
Opóźnienie wzięło się, nie ukrywam, ze strachu czy podołam. Ale jeżeli nie spróbuję to nie będę wiedziała czy jestem w stanie zrobić dla Was coś sensownego.
Jednak, tak na wszelki wypadek, póki co, nie mówię jakie cukiereczki rozdam, jeśli ktoś tu zawita i będzie może chciał się poczęstować. To niespodzianka.

Na komentarze czekam do ostatniej minuty 22 czerwca. 23 czerwca losowanie i ogłoszenie wyników.






Zasady takie jak zwykle u Was. Mam nadzieję, że nie pominę niczego wymieniając je
1. Zostaw komentarz pod tym postem.
2. Umieść u siebie na blogu (w dowolnym miejscu) podlinkowany banerek z informacją o moim candy.
3. Jeśli nie masz bloga to też się zapisz, jeśli masz ochotę, podaj tylko sposób w jaki można się z Tobą skontaktować.

Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam. Dla ewentualnego ułatwienia na swoim pasku bocznym umieszczam banerek.

sobota, 9 kwietnia 2011

No i mamy problem...

Albo żabka będzie mieszkać pośród bratków, albo pudełko obrośnie bluszcz albo trzeba poczekać do poniedziałku, żeby kupić szuwary... Będzie dobrze...

środa, 6 kwietnia 2011

Coś dobrego dla żabki

Siedzi sobie żabka na pojemniczku z gliny. Ładny pojemniczek, ładna żabka, ale smutno jej...

Przerobimy żabce pojemniczek na jej naturalne środowisko życiowe...